Gospodarzy przed niedzielnym spotkaniem nie trzeba było specjalnie motywować. Pragnęli zrewanżować się za przegraną w I rundzie sezonu, kiedy po słabym spotkaniu musieli uznać wyższość kwidzynian. Chcieli również zmazać plamę po dziesięciobramkowej przegranej w Pucharze Polski z PGE Wybrzeżem Gdańsk. Zadanie trudne, tym bardziej, że Ostrovia w 2026 będzie musiała sobie radzić bez swojego kluczowego gracza - Ivana Burzaka.
Od pierwszych minut sprawdzał się wcześniej zakładany scenariusz. W zespole gości dobrze wykorzystywani byli skrzydłowi, którzy dostarczali najwięcej bramek, czyli Michał Czarnecki czy Piotr Papaj. Sposób na obronę i Kacpra Ligarzewskiego miał także Jovan Milicević, stąd przez długi okres czasu, żadna z drużyn nie potrafiła uzyskać przewagi. Sytuacja zmieniła się, kiedy między słupki gospodarzy wszedł Jakub Zimny. Odbite przez niego piłki pozwalały przyspieszyć grę Ostrovii. Kontry wykorzystywał Przemysław Urbaniak na zmianę z Dawidem Frankowskim i siedem minut przed końcem spotkania gospodarze wyszli na prowadzenie 13:10. Dzięki bramkarzowi, Rebud KPR utrzymał do przerwy przewagę.
W drugiej części kwidzynianie przegrywali już nawet przewagą czterech trafień. Nie złamało to w żaden sposób drużyny prowadzonej przez Bartłomieja Jaszkę. Rękę przyłożyli do tego gospodarze, którzy popełniali proste błędy w ofensywie. Sporo dobrego drużynie dał także Łukasz Zakreta, który czarował w bramce. Kwadrans przed końcem spotkania goście prowadzili 20:19. Zabawa zaczęła się od początku.
Dziesięć minut przed końcową syreną gospodarze wykorzystali grę w przewadze. Najpierw doprowadzając do remisu, następnie po dwóch trafieniach z rzędu Artura Klopstega wrócili na dwubramkowe prowadzenie. Po chwili kolejny raz dał o sobie znać Zakreta i MMTS doprowadził do kolejnego remisu. Na 140 sekund przed końcem karę otrzymał Miriani Gavashelishvili i gospodarze do końca grali w osłabieniu. Kluczową bramkę rzucił Krzysztof Misiejuk i gospodarze wygrali 29:28. MVP spotkania został wybrany Jovan Milicević.


















