W sezonie regularnym Rebud KPR Ostrovia dwukrotnie wygrywała z Górnikiem Zabrze. Co prawda, były to zwycięstwa minimalne, ale z pewnością pokazały, że biało-czerwoni potrafią grać z brązowym medalistą ORLEN Superligi z poprzedniego sezonu. – Musimy wrócić do mentalności zwycięzców. Grać naszą piłkę ręczną, która dawała nam tyle profitów wcześniej. Spotkania z sezonu regularnego w tym momencie nie mają żadnego znaczenia – mówił po półfinałowej serii z Industrią Kielce trener Kim Rasmussen.
5:1 – takim wynikiem otworzyli pierwsze spotkanie o brązowe medale szczypiorniści gospodarzy, kolejni raz niesieni dopingiem kompletu publiczności. Trafiali Kamil Adamski oraz Daniel Reznicky. Długo jednak nie musieliśmy czekać, żeby gości wrócili do meczu. – To jest Górnik Zabrze, jedna z najlepszych drużyn w Polsce. Chyba nikt się nie spodziewał, że pójdzie szybko, łatwo i przyjemnie – mówił po meczu Marek Szpera, rozgrywający Ostrovii.
Górnicy grali przede wszystkim świetnie przez koło z czego korzystał Piotr Krępa – najskuteczniejszy gracz gości w pierwszej połowie. W zespole Rebud KPR Ostrovii pojawił się problem, kiedy szybko drugą dwuminutową karę otrzymał Krzysztof Misiejuk, generał i najważniejszy człowiek w defensywie biało-czerwonych. W kolejnych minutach ostrowianie rozgrzali Piotra Wyszomirskiego, który odbijał piłki na 40% skuteczności. Dla gospodarzy kolejne bramki rzucał Ksawery Gajek. Nerwowo się zrobiło po jednym z jego rzutów, kiedy piłka całym obrębem przekroczyła linie bramkową, ale para sędziowska Kamil Ciesielski i Krzysztof Bąk nie uznała bramki. Finalnie gospodarze schodzili na przerwę przy prowadzeniu 13:12.
Po 12 minutach drugiej połowy Górnik Zabrze wyszedł na prowadzenie 20:16. Wszystko przez mnożące się błędy gospodarzy. Bramki zdobywali Lukas Morkovsky i Jakub Szyszko. Ostrovia przez kolejne minuty miała problemy ze zdobywaniem bramek. Trener Rasmussen szybko wykorzystał limit czasów na żądanie. I tutaj słowa uznania dla defensywy zespołu prowadzonego przez Arkadiusza Miszkę. Niemoc strzelecką dopiero po sześciu minutach przełamał Kamil Adamski z linii rzutów karnych.
Kwadrans przed końcową syreną Górnik wchodził na jeszcze wyższe obroty. Stąd prowadzenie 22:17. Kim Rasmussen podjął ryzyko, grając siedmiu na sześciu, co przy kolejnych błędach w ataku Ostrovii kończyło się rzutami na pustą bramkę rywali. W ostatnich minutach gospodarze próbowali odrabiać straty, ale już dawno kibice w 3mk Arenie nie widzieli tylu przestrzelonych rzutów w decydujących momentach swoich ulubieńców. Świetnie odbijał Piotr Wyszomirski. W tym momencie do głosu kolejny raz doszli… kibice! Ponieśli gospodarzy, którzy zanotowali szaleńczy zryw i 20 sekund przed końcową syreną po rzucie karnym Kamila Adamskiego doprowadzili do remisu. Na tablicy świetlnej mieliśmy remis po 25. O zwycięstwie decydowały rzuty karne. W nich bohaterami byli bramkarze – Mikołaj Krekora i Sandro Mestrić. Ostrovia wygrała 4:3 i w serii do dwóch zwycięstw prowadzi 1-0. Drugi mecz w Zabrzu 3 czerwca.
Rebud KPR Ostrovia – Górnik Zabrze
25:25 (13:12) (karne 4:3)


















